Indie fotoblog | Mumbai City - Weekend w Bombaju część 5 | 2007-07-01
Tak jak obiecałem w ostatnim wpisie dzisiaj relacja z wizyty w klubie "Red Light" w Mumbai City :) Ale może zacznę od początku...
Godzina ok 22 przychodzimy na imprezę, wchodzimy po schodach do góry i pytamy się w okienku ile kosztuje wstęp. Gość bez namysłu mówi "1500 rupii". Na polskie złotóweczki daje to około 100 zł :) Jak usłyszałem cenę zrobiłem zdziwioną minkę i po "polskiemu" do kolegi mówię z oburzeniem w głosie "ILE!?!?". Facet chyba zobaczył że nie mamy zamiaru zapłacić tyle za wstęp i po chwili namysłu powiedział, że możemy wejść za darmo :D Postawił nam pieczątki i śmiałym krokiem podążyliśmy do środka... Wchodzimy a naszym oczom ukazuje się pusty klub :) No to postanowiliśmy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Usiadłem sobie na kanapce i oglądałem telewizje na wielkim ekranie LCD. Minęło jakieś 30 minut a sytuacja się nie poprawiała więc postanowiliśmy pójść zobaczyć do innego klubu. Tam z tego co nam powiedzieli klub był nowy i jeszcze mało ludzi do niego przychodziło. Wstęp 200 rupii ale było można sobie za to zamówić dwa piwa małe. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy w klubie tylko paru innych hindusów, parkiet pusty... No to idziemy sobie potańczyć troszkę. Daliśmy DJ'owi listę piosenek które byśmy chcieli usłyszeć i się troszkę pobawiliśmy. Część z nas postanowiła iść do hotelu, ale parę osób w tym oczywiście ja udaliśmy się ponownie do klubu "Red Light" zobaczyć czy może impreza się rozkręciła...
Podjeżdżamy taxówką pod klub, wysiadamy i udajemy się w stronę wejścia. Patrzymy drzwi zamknięte... Tacy już troszkę zrezygnowani stoimy i podchodzi do nas gościu i mówi że wejście od tyłu jest i pokazuje ręką gdzie się udać. Niepewnym krokiem idziemy w boczną uliczkę i patrzymy że po prawej są otwarte drzwi. Wchodzimy do środka a tam kierują już nas po metalowych schodach do góry. Po pokonaniu kilkunastu schodów oczom naszym ukazuje się kuchnia wraz z kucharzami. Ci kierują nas dalej, przechodzimy przez jakąś restaurację zamkniętą już, światła zgaszone i dochodzimy do właściwych, znanych nam już schodów. Idąc ku górze nagle z góry wypada na nas tłum ludzi... nie wiemy co jest grane idziemy dalej na górę. Po przepchnięciu się i dostaniu na szczyt tłum ludzi jeszcze się zwiększył. Zapłakani dusili się nie wiadomo co się stało. No to nie było co stać wraz z tłumem wyszliśmy z budynku już głównym wejściem. Przed klubem masa ludzi część rozchodzi się do domów ale część dalej czeka. Nie mając nic lepszego do roboty w końcu była dopiero 1 w nocy też poczekaliśmy. Po około 20 minutach podchodzi facet i mówi że można wchodzić imprezy ciąg dalszy...
Wchodzimy więc do środka, ludzi przybywa imprezy ciąg dalszy. Długo się nie zastanawiając wchodzimy na parkiet... I tak minęły dwie godzinki na parkiecie i wybiła godzina 3 w nocy, zachciało nam się wracać do hotelu i tak też uczyniliśmy. Bierzemy taxi i jedziemy prosto do hotelowego wyrka spać. Koniec imprezowej nocki w Bombaju :) Swoją drogą mimo początkowych pustek klub ten okazał się bardzo dobry, ogromna ilość ludzi, dobra muzyka i zabawa podobno do 6 rano...
Jest to fotoblog dlatego też bez zdjęć się nie obędzie :) powyższej dołączam parę fotek. Widać na nich bawiących się ludzi w klubie "Red Light". A na ostatniej fotce zobaczyć możecie wejście do klubu "od kuchni" :)